Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Ciacho1985 z miasteczka Jordanów Śląski / Wrocław. Mam przejechane 47167.64 kilometrów w tym 6908.79 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.62 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Nepomuki

Dystans całkowity:3688.30 km (w terenie 839.13 km; 22.75%)
Czas w ruchu:167:12
Średnia prędkość:15.42 km/h
Maksymalna prędkość:78.00 km/h
Suma podjazdów:22809 m
Suma kalorii:22579 kcal
Liczba aktywności:97
Średnio na aktywność:38.02 km i 2h 34m
Więcej statystyk

Izery.

Sobota, 6 lipca 2024 · dodano: 10.07.2024 | Komentarze 0

"Męski", prawie samotny, wypad w Izery. 
Pod kilkoma względami przygotwałem się do niego beznadziejnie - wymieniłem baterie w liczniku w Canyonie, ale nie wymieniłem tych w czujniku przy kole, więc nie zliczało mi kilometrów, stąd są one mocno szacunkowe, umówmy się, że + / - 10 kilometrów. 
(Na Singltreku pod Smrkem zrobiłem jeszcze jedną pętlę, ale nie jestem pewien którą, więc nie uwzględniłem jej na mapie :-)). 
W portfelu miałem w banknocie róno 10zł, bo bankomat zostawiłem na ostatnią chwilę, a w lesie nie dało się go znaleźć, więc Chatkę Górzystów z naleśnikami i Orle z piwem minąłem lekkim łukiem. 
Na ostatnią chwilę zostawiłem też zakupy- pieczywo i kiełbaskę na wieczorne ognisko, w ostatnim sklepie w Szklarskiej nie było już ani jednego ani drugiego, więc musiałem obejść się smakiem i posiedzieć przy samym ogniu. Inny prowiant był, więc z głodu bym nie umarł ;-) 
Zdjęć mało, bo na rowerze nie chciało mi się co rusz wyciągać telefonu z kieszeni, a nie pamiętam, kiedy z aparatem jeździłem (chyba trzeba by go odkurzyć...). Poza tym oszczędość baterii, GPS, te sprawy :-/

Dzień pierwszy. 
Po pracy dopakowanie auta i wyjazd. Na krajowej ósemce powoli, bo sznur aut. Na miejsce, między Szklarską Porębą a Świeradowem, zajechałem przed 19. Przygotowałem auto do postoju na dwie noce, ogarnąłem drewno na ognisko. 
Wieczór spędziłem przy ogniu i ostrzeniu siekiery, którą ostatnio na wyjeździe w Góry Sowie Koza rąbał na ziemi drewno i cała była poszczerbiona i stępiona... Uduszę...! 
Gdy ognisko przygasało, to chwila patrzenia w gwiazdy i leżenia na ławeczce, a gdy zrobiło się chłodniej (na noc zapowiadali poniżej 10 stopni Celsjusza), to schowałem się do auta pod kołdrę. Próbowałem chwilę poczytać, ale sen wygrał. 
W nocy faktycznie zrobiło się chłodno, bo mimo, że pod kołdrą, w gaciach i koszulce termoaktywnej z długim rękawem, to pokusiłem się o założenie skarpetek, dresu i bluzy z długim rękawem. I zamknałem okno dachowe i boczne z przodu :-) 
Znalezione miejsce okazało się być strzałem w dziesiątkę - polanka lub wiata do wyboru, miejsce na ognisko, praktycznie tuż przy rzeczce, niedaleko wodospad. Cisza i spokój. Czasem tylko jakiej auto przejechało drogą, która była niedaleko. Na parking pod wieczór zajechały dwa kampery, ale mimo to było spokojnie i w miarę kameralnie, nikt nikomu nie wchodził w drogę. 

Dzień drugi. 
Rano kawa, banany na śniadanie (te akurat były jeszcze wczoraj w sklepie) i w drogę. 
Najpierw przejazd przez Świeradów - Zdrój do Novego Mesta pod Smrkem, gdzie wskoczyłem na szlak i zaliczyłem dwa single. Pogoda w miarę dopisywała, w senisie nie było jeszcze za gorąco. Niedługo potem zaczęło naprawdę grzać. 
Po Singltreku pod Smrkem uderzyłem na sam Smrk. Z pominięciem wieży widokowej. Bo weekend i tłumy. Zapomniałem :-) Stamtąd w dół do Chatki Górzystów, gdzie kolejka też nie zachęcała, z resztą nie miałem przecież gotówki, więc szybko tylko minąłem i dalej w kierunku Orle. Tam wcale nie było lepiej, ani pod kątem tłumów, ani gotówki mi w kieszeni nie przybyło. 
Wstępnie chciałem zjechać przez Jakuszyce i single do Szklarskiej, tam wstąpić na pizzę i wrócić do auta, ale w telefonie wyszukałem wędzoną rybę w Świeradowie. 
Tak więc przy Orle w kierunku Kopalni Stanisław, Zwaliska i w dół do szosy i na Świeradów. W Świradowie wędzona rybka i powolny powrót do auta... 
I tu pojowaia się zwrot akcji, bonieważ zupełnie przypadkiem okazało się, że kumple z pracy z magazynu w Nowej Soli wybrali się na rowery w... Izery. Wypożyczyli w Szklrskiej elektryki i od rana jeździli. Spotkać nam się nie udało, mimo, że część trasy nam się pokryło. 
Widzimy się dosłowinie ze dwa razy w roku przy okazji imprez firmowych, więc naprawdę szok. 
W trakcie rozmowy wyszło, że przyjechali pod namiot i są na kempingu w Szklarskiej, ale skorzystai z zaproszenia na "moją" polankę :-) Podjechali popołudniu, na szybko rozłożyli namiot, ogarnęliśmy kiełbaski i ogniosko. Dosłownie rzutem na taśmę, bo za chwilę zaczęła się ulewa. 
Chwilę jeszcze posiedzieliśmy w busie (w pięciu chłopa...) i do spania, bo każdy miał w nogach trochę kilmometrów i bolącą dupę... ;-)
Całą noc padało. I to tak dość intensywanie... 

Dzień trzeci. 
Nad ranem przestało padać. 
Po obudzeniu przyszedł czas na śniadanie, spokojną kawę, spacer nad pobliski wodospad i rozjechaliśmy się w swoich kierunkach. 

Wyjazd fajny, trochę mi takiego brakowało. Nie licząc "wtopy" z licznikiem, to całkiem fajnie się jeździło. Nie mniej podjazdy na "klasycznym" rowerze, to pomału jednak nie moja bajka i wychodzi przyzwyczajenie do elektryka... Kupić? Wydatek spory, nie na teraz. Bardziej wyjeżdżać i wynajmować gdzieś na miejscu. Koszt w okolicach 200zł za dobę jest do przełknięcia, zwłaszcza biorąc pod uwagę ilość wyjazdów na MTB w góry. No chyba, że jakby był "swój", to wyjazdów byłoby więcej... Chociaż tu pojawia się jeszcze opcja czasu, którego notorycznie brakuje, a właściwie większośc weekendów, to "coś". 

Zdjęcia bez ładu i składu, jak zawsze. 










 



















 


  • DST 69.00km
  • Teren 4.00km
  • Sprzęt [R.I.P] Quip
  • Aktywność Jazda na rowerze

WŚR.

Poniedziałek, 10 czerwca 2024 · dodano: 11.06.2024 | Komentarze 2

Powrót z Wrocławia na wioskę. 
Przy okazji zahaczyłem o Wrocławskie Święto Rowerzysty (kiedyś to było chyba Święto Wrocławskiego Rowerzysty?). 
Była okazja do spotkania ze znajomymi, do wpomnienia o organizazcji pierwszych we Wrocławiu Mas Krytycznych. 
I powrót pod wiatr. 





























A wieczorem zdjęcie i malowanie rury do wody na busiku na czarno, żeby jeszcze leiej zbierała ciepło i grzała wodę :-) 







  • DST 90.00km
  • Teren 50.00km
  • Sprzęt [R.I.P] Quip
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rajd Koguta & Mazury.

Środa, 5 czerwca 2024 · dodano: 13.06.2024 | Komentarze 1

Kilometry z wyjazdu zbiorcze. 

Autem: blisko 1700 kilometrów. 
Rowerami objazdowo: równo 90 kilometrów. 
Tydzień spania w aucie, poza dwoma noclegami na kempingu, to wszytkie na dziko. 
Objechae Jezioro Mamry. 

Sam rajd - "gorszy" niż w zwszłym roku, Organizatorzy się pewnie starali, ale nie wyszło. 
Mimo wszystko fajnie było zobaczyć te wszystkie auta, potrąbić sobie z innymi na przejazdach i mijankach na trasie. 
No i kasa na chore dzieciaki. W końcu to rajd charytaywny. 

Rowery dały radę, busik też :-) 
W Mamerkach zachciało się nam offroadów i urwałem pompę wspomagania, ale pan mechanick z wioski obok ogrnął niemal od ręki. 
A przed wyjazdem trzeba było wymienić jeden z dwóch akumulatorów postojowych. Gruby - on dopiero po tylu latach i zimach padł na amen, prawie do końca był sprawny i działał. :-P

Na koniec Miłomłyn. 
Zawsze żal wracać stamtąd... 

Zdjęcia bez ładu i składu. 




















































































































































































































































  • DST 20.00km
  • Aktywność Chodzenie

Góry Sowie.

Sobota, 18 maja 2024 · dodano: 19.05.2024 | Komentarze 1

Męski wypad. 
W tym roku wyjątkowo męski i nie solo, a z kumplem. 
Miało być rowerowanie po Górach Sowich, ale Koza zabrał rower z przedartymi oponami i przebitymi dętkami. 
Było więc spacerowanie, wejście na Wielką Sowę, spanie w busie i w wiacie turystycznej, ogniska i mięsne kolacje. 
I rozmowy o wszystkim i o niczym. 
Tak po prostu. 
Jak ktoś mówi: "z Tobą w lesie nie zginę", to jakoś tak przyjemniej na duszy się robi ;-) 
A zwłazcza po trzydziestu czterech latach znajomości. 

















 





















  • DST 13.00km
  • Podjazdy 70m
  • Sprzęt [R.I.P] Quip
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Wtorek, 7 maja 2024 · dodano: 08.05.2024 | Komentarze 2

Kolejny Nepomucen do kolekcji. Tym razem w Rynku w Dzierżoniowie (z dość ciekawą historią). 














W busiku, po zimie, zaczęły sypać się nadkola. Biorąc pod uwagę wiek i przebieg, to i tak nie jest najgorze... ;-) 
Nie sprzedam, będę robił ;-) 





Kategoria Nepomuki, Quip, VW T4, Wioska


  • DST 48.00km
  • Teren 15.00km
  • Sprzęt [R.I.P] Quip
  • Aktywność Jazda na rowerze

Majówka 2024.

Niedziela, 5 maja 2024 · dodano: 13.05.2024 | Komentarze 1

Tegoroczna majówka - kilometry rowerowe zbiorcze. 
Mocno nieoczywista. Do ostatniej chwili, bo myślałem, ż będą solo Mazury... 
Autem ponad tysiąc kilometrów łącznie. 
Było trochę samotnych kilometrów samochodem z rowermi na bagażniku. 
Było spotkanie ze znajomymi i dwa niesamowite dni z dzieciakami (!). W zakesie wieku 3- 15 lat... 
Było zwiedzanie. 
Było śpiewogranie ("gdzie słyszysz śpiew tam wstąp, tam ludzie dobre serca mają...")
Było spanie w busie w kilku miejscach. W kilku na dziko, był też camping. 
Było nocne odkopywanie busika, bo zagrzebałem w nocy w lesie w piachu. 
Było jeżedżenie rowerem, choć więcej autem. 
Było województwo łódzkie, świętokrzyskie, śląskie. 
Byli fajni ludzie. 
Były zachody słońca. 
Były pyszne obiady i wspaniałe poranne kawy. 
Bywały kawy pod zamkami. 
Była pustynia. 

Było po prostu dobrze. 
W każdej chwili. 

Rowerowo - część szlaku Orlich Gniazd. 
Autem - podobnie ;-)

Zdjęcia bez ładu i składu :-) 























































 

































































































  • DST 16.00km
  • Podjazdy 70m
  • Sprzęt [R.I.P] Quip
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Środa, 17 kwietnia 2024 · dodano: 17.04.2024 | Komentarze 1




Przy ostatniej weekendowej wizycie w Warszawie i spacerze po Starych Powązkach udało się znaleźć Nepomucena. 
Chyba. 
Stoi w kontrapoście, ma sutannę, rokietę, w ręce palme męczęństwa (niewykluczone, że również krzyż), biret trochę dziwny, ale może to jego urok. 
Zdecydowanie trzba sie tam wybrac na dłuższy spacer, bo cmentarz bardzo ciekawy. 







Kategoria Quip, Wioska, Nepomuki


  • DST 57.00km
  • Teren 3.00km
  • Podjazdy 1247m
  • Sprzęt [R.I.P] Quip
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powrót z Wrocławia.

Niedziela, 24 marca 2024 · dodano: 24.03.2024 | Komentarze 2

Powrót z Wrocławia z przystankiem w szpitalu przy Borowskiej. 
Dziś pogoda totalnie sie przekręciła - zimno i wiatr. 
Zimno, to jeszcze pół biedy, ale cała drogę miałem pod wiatr. I to taki, że momentami ledwo dało się pedałować. 
Na elektryku... 
Pierwsza bateria (500Wh) rozładowała mi sie zaraz za Tyńcem nad Ślęzą. Druga, zapasowa (300Wh) kawałek przed Sieniawką.
A w piątek, bez wiatru, do Wrocławia dojechałem z dwiema kreskami zapasu... 

Nie zniechęciłem się, następnym razem wybiorę inny wariant trasy do przetestowania. 












  • DST 58.00km
  • Teren 3.00km
  • Sprzęt [R.I.P] Quip
  • Aktywność Jazda na rowerze

Do Wrocławia.

Piątek, 22 marca 2024 · dodano: 24.03.2024 | Komentarze 1

Sobota wypadał mi pracująca stacjonarnie,  więc postanowiłem skorzystać z pogody i pojechać do Wrocławia już dziś. Rowerem. 
Nowa trasa, trochę dłuższa i "bardziej skomplikowana", niż w poprzednim życiu, ale całkiem przyjemna. :-) 
Po drodze, już we Wrocławiu, odwiedziłem Sylwię w szpitalu. Jutro praca, szpital, spotkanie na piwie wieczorem i powrót w niedzielę. 
















  • DST 13.00km
  • Podjazdy 70m
  • Sprzęt [R.I.P] Quip
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Poniedziałek, 11 marca 2024 · dodano: 12.03.2024 | Komentarze 0

No i znów w nowym miejscu. 
"Najzabawniejsze", że to nie ostatnia przeprowadzka, a tych szczerze nie lubię. To pakowanie, rozpakowywanie, przewożenie, myślenie i ogarnianie co i jak... 
Nie wiem, gdzie finalnie zakotwiczę.
"Okręt mój płynie dalej, gdzieś tam... Serce, choć popekane, chce bić."

Jest nowe duże drzewo, jest rzeczka, jest miejsce na auta i rowery. 
I chyba jest OK. 



Pierwsze kilometry na rowerze w tym roku, a mamy już prawie połowę marca... 
Może coś w końcu ruszę z tym rowerem. Potencjał i okolica jest. 
I wiosna chyba się skrada coraz bardziej. 


I jest w wiosce kapliczka z Nepomucenem :-) 










Flag Counter