Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Ciacho1985 z miasteczka Jordanów Śląski / Wrocław. Mam przejechane 47167.64 kilometrów w tym 6908.79 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.62 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

Wrocław

Dystans całkowity:17018.28 km (w terenie 1212.37 km; 7.12%)
Czas w ruchu:840:44
Średnia prędkość:17.27 km/h
Maksymalna prędkość:68.00 km/h
Suma podjazdów:8973 m
Maks. tętno maksymalne:169 (87 %)
Maks. tętno średnie:141 (73 %)
Suma kalorii:11892 kcal
Liczba aktywności:1117
Średnio na aktywność:15.24 km i 0h 50m
Więcej statystyk
  • DST 36.17km
  • Czas 02:12
  • VAVG 16.44km/h
  • VMAX 30.57km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 75m
  • Sprzęt [R.I.P] Canyon Nerve AL+
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Wtorek, 14 stycznia 2014 · dodano: 14.01.2014 | Komentarze 0

Do pracy, z pracy po Justynkę; następnie do Basi obczaić murek na balkonie do zrobienia i do domu. :)

(Dłuższy wpis pod koniec tygodnia ;))






  • DST 10.20km
  • Czas 02:50
  • VAVG 16:40km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Kalorie 618kcal
  • Aktywność Chodzenie

Spacerniak wrocławski.

Niedziela, 12 stycznia 2014 · dodano: 12.01.2014 | Komentarze 4

Niedziela taka trochę leniwa. Wczoraj bez roweru, dziś również; trochę ze względu na silny wiatr, trochę z uwagi na chłód...
W okolicach południa wpadli Justynki rodzice z informacją, że rozmawiali z księdzem na temat ślubu, że czas wybrać termin, określić wszystko dokładniej i tak dalej, i tak dalej...
W każdym razie początkowo stawiamy na piętnasty sierpnia. Ale o tym może innym razem ;)

W końcu wybraliśmy się na spacer, żeby cały dzień nie zamulać w domu. Przy okazji można było zrobić małe polowanie na wrocławskie Nepomuki.

Justka chciała zobaczyć słynną (!?) wrocławską ruchomą szopkę, więc najpierw poszliśmy do kościoła Najświętszej Maryi Panny Na Piasku.
Wrażenia? U mnie niezmienne, od kiedy ją zobaczyłem jako dziecko. Żenada jakich mało ;)
Naszym faworytem jest Papa Smerf z żarówkami zamiast oczu, z których mrugała tylko jedna. Makabra ;)



Dalej na Ostrów Tumski, konkretnie do katedry św. Jana Chrzciciela. Znajduje się tam współczesny witraż przedstawiający Jana Nepomucena:


W samej katedrze jest jeszcze figura nepomucka, ale nie udało nam się jej sfotografować. Znajduje się w obejściu nawy głównej, obok szczytowej kaplicy Mariackiej; niestety dojście tam było "zamknięte", a z uwagi na trwający koncert nie chcieliśmy się wbijać na chama ;)
Z Ostrowa poszliśmy w kierunku Przedmieścia Oławskiego, bądź- jak kto woli- Trójkąta. Przy Traugutta, przed kościołem św. Maurycego jest kolejny Nepomuk:





Jeszcze jeden jest w samym kościele, ale jakieś starsze panie odmawiały tam różaniec czy inne czary i... nie chcieliśmy im w tym przeszkadzać. Ot, tacy dobrze wychowani jesteśmy. ;)
Przy tej samej ulicy Traugutta w kościele przyklasztornym oo. Bonifratów też jest podobno jakiś wizerunek tego świętego, ale nie za bardzo mogliśmy go odnaleźć. Jakiś kościół odszukaliśmy, ale nie było możliwości, żeby do niego wejść...
Musieliśmy się więc zadowolić krótkim spacerem po Trójkącie.





Kolejnym celem były trzy Nepomuki w kościele św. Stanisława, Doroty i Wawrzyńca przy Świdnickiej, ale był zamknięty,  do otwarcia przed wieczorną mszą czekać nam się nie chciało. Poszliśmy szukać więc kolejnej figury na Krupniczą 10, gdzie przy domu Sióstr Maryi Niepokalanej działa kapliczka, w ołtarzu której umieszczono figurę św. Jana Nepomucena. Niestety nie wiadomo czy w ogóle tam jeszcze jest, właściwie nikt nie wie, jak wygląda... Nam, oczywiście, też nie udało się tam wejść. Sporym sukcesem jest samo odnalezienie tego miejsca i częściowe zobaczenie dziedzińca... Ogólnie wrażenie okolicy dość piorunujące. uciekliśmy czym prędzej ;)

Wróciliśmy sobie przez rynek, gdzie trwał koncert W.O.Ś.P. i po drodze zaglądnęliśmy na plac Nankiera. W kościele św. Macieja jest jeszcze jedna figura, ale kościół był... a jakże- zamknięty.
Nieopodal, również przy placu Nankiera, ale na gzymsie południowej kaplicy kościoła św. Wincentego udało się dostrzec ostatniego dziś Nepomucena; tak na pocieszenie ;)







Kategoria Wrocław, Nepomuki


...

Piątek, 10 stycznia 2014 · dodano: 11.01.2014 | Komentarze 0



...

Czwartek, 9 stycznia 2014 · dodano: 09.01.2014 | Komentarze 0

W pracy od dziewiątej do szesnastej pakowanie. Łącznie dwadzieścia osiem paczek...

Wczoraj w przejazdówce zauważyłem kilka infantylnych znaczków i napisów. Długo nie myśląc wziąłem spraya i poczułem się, jak w podstawówce... ;)

"... a kiedy faszyści na murach się plenią, to nie zmaże nikt napisu nawet nocą ciemną.
Myśli Jasiek malarz, że musi być kiepsko w kraju, który przeszedł hitlerowskie piekło;
Gdy się toleruje treści faszystowskie na murach, w gazetach, w kazaniach i książce...

Jasiek malarz- serce czułe na ludzką głupotę;
Stać nie może obojętnie, gdy widzi idiotyzm...
Gdy ujrzał na ścianie napis "biała siła", sprayem przy nim pomajstrował, wyszło "biała kiła"...
Bo Jasiek malarz, prosty z niego chłopak. Długo nie potrafi znieść napisu przygłupa.
Bo Jasiek malarz, prosty z niego chłopak..."




...

Środa, 8 stycznia 2014 · dodano: 08.01.2014 | Komentarze 2

Do pracy pod uporczywy wiatr, ale za to powrót szybki :)
Tylny hamulec coś się spsuł.
Chyba się po prostu zapowietrzył, bo gdy na początkowo wciskam klamkę, to dochodzi do samego gripa; gdy tylko delikatnie popuszczę i znów nacisnę, to wyraźnie puchnie. Czy dochodzi do gripa czy nie, to ciężko całkowicie zblokować koło, a do tego wydaje straszne dźwięki ;)
A dziś- klasycznie i do kompletu, żeby nie było- psikałem Brunox'em lagę dampera i widelca i zatłuściłem trochę klocki i tarczę przedniego hampla ;)
Efekt jest taki, że przód też prawie nie hamuje.
Ale za to jak szybko wracało się do domu... ;]

Trzeci dzień z rzędu jeżdżę w krótkich spodenkach, na wierzch zakładam tylko lekkie i przewiewne długie, żeby głupio nie wyglądać. ;)
Taki styczeń...
I taki kraj, że nawet zima nie chce przyjść ;)

Trzydziestego pierwszego stycznia rok temu było tak:



;)


  • DST 26.43km
  • Teren 0.40km
  • Czas 01:28
  • VAVG 18.02km/h
  • VMAX 26.58km/h
  • Sprzęt [R.I.P] Canyon Nerve AL+
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Wtorek, 7 stycznia 2014 · dodano: 07.01.2014 | Komentarze 0

W pracy znalazłem Justynie używane koło przednie do Gianta. Tym razem na śruby, więc tak łatwo nie ukradną. Gdyby nie dętka i możliwość złapania gumy, to najchętniej bym przyspawał do ramy...
Udało się też znaleźć używaną oponę- identyczną, jak w tamtym kole.

A po pracy zabawa w piwnicy w drwala, górnika i sprzątacza ;)




  • DST 42.69km
  • Teren 8.00km
  • Czas 03:05
  • VAVG 13.85km/h
  • VMAX 34.74km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Kalorie 2772kcal
  • Podjazdy 101m
  • Sprzęt [R.I.P] Canyon Nerve AL+
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Po Wrocławiu w poszukiwaniu J.N.

Poniedziałek, 6 stycznia 2014 · dodano: 06.01.2014 | Komentarze 1

Pogoda znów dziś dopisała, więc drugi dzień z rzędu wybraliśmy się na poszukiwania Nepomuków, tym razem rodzimych- wrocławskich.
W pierwszej kolejności pojechaliśmy na Osobowice, gdzie "przy Górze Kaplicznej na polnej drodze" miał się znajdować Jan.



Jak się okazało, trochę nie doczytaliśmy i jakiś czas temu figurę przeniesiono do osobowickiego kościoła... Trafiliśmy (prawdopodobnie) na jego dawne miejsce.







W 2006 roku szerzej rozpisywał się o nim Rysiek, ojciec mój z resztą, w Nowym Życiu:
"Działający na Dolnym Śląsku norweski rzeźbiarz Thomas Weissfeldt (1670-1721) w 1715 roku pracował przy renowacji klasztoru klarysek i mauzoleum Piastów wrocławskich przy dzisiejszym pl. Nankera. W przypływie szału ciężko pobił swego młodocianego pomocnika, na dodatek dłutem obciął mu rękę. Za swój czyn poniósł dotkliwą karę finansową, która jednak dla Weissfeldta nie była zbyt dokuczliwa. Rzeźbiarz był bowiem człowiekiem niezwykle majętnym: dorobił się fortuny, zdobiąc kościoły w Kamieńcu Ząbkowickim i w Jeleniej Górze. We Wrocławiu jego prace zachowały się w kościele Bonifratrów (ołtarz główny, konfesjonał, statua św. Nepomuka) oraz w kościele Bożego Ciała, dla którego wykonał ołtarz św. Józefa. Aby mocniej odczuć karę i odpokutować swój czyn na wniosek przeoryszy klarysek Brygidy von Strachwitz zobowiązany został dodatkowo do sfinansowania materiału i własnoręcznego wykonania kamiennej figury św. Jana Nepomucena. (...) Naturalnej wysokości piaskowcowa postać świętego ubrana jest w sutannę, komżę i pelerynkę. W prawej ręce trzyma krzyż, w lewej - pozłacany liść palmy. Nad głową - złocona aureola z gwiazdami. Ma też kłódkę - symbol dochowania tajemnicy i milczenia. Na cokole, u stóp świętego, umocowano tarczę herbową z baranem (kozłem?), być może godłem wrocławskiej rodziny von Maas. Na cokole umieszczono również nieczytelny dziś napis. Św. Jan Nepomucen na nowym miejscu mógłby stać spokojnie kolejne lata, lecz w 2004 roku został przestawiony na teren parku przy kościele św. Teresy od Dzieciątka Jezus przy ul. Osobowickiej. Przyczyna była prosta: informacja o konieczności przeprowadzenia prac renowacyjnych, zamieszczona w osiedlowym biuletynie "Na Oświciu", wyraźnie wzbudziła zainteresowanie posągiem. Źle się jednak stało, że Nepomukiem zajęli się złodzieje. Wykradzenie całego pomnika, tak ze względu na jego wielkość, jak i na wagę, byłoby kłopotliwe. Od czego jednak "zawodowa" przebiegłość Nie można zabrać całości - kradnie się fragment. I tak w łapy profanów trafiła kamienna tarcza herbowa, która znalazła się na giełdzie staroci. Wygórowana cena skutecznie odstraszyła potencjalnych klientów-paserów, więc pokruszony kartusz znalazł się gdzieś w krzakach. Oderwany zniszczony fragment pomnika udało się prawie cudem odzyskać, może dzięki wstawiennictwu, opiece i pomocy niebiańskiego kolegi św. Jana Nepomucena - św. Antoniego. Szkoda, że będący symbolem dochowania tajemnicy sam św. Nepomuk nie chce zdradzić dzikusów... I pomyśleć, że "nasz" Nepomuk nieuszkodzony przetrwał kilka przeprowadzek, trzy wojny śląskie i dwie światowe, wojnę z Napoleonem, sekularyzacją. Spokojnie stał i powoli porastał mchem. Nie dał mu rady czas, a pokonali współcześni barbarzyńcy! Około 1970 roku nieudolnie próbowano pomnik odnowić. Niestety, "renowacja" ograniczyła się do przymocowania cementem oderwanej głowy świętego i pomalowania całego pomnika jaskrawymi farbami olejnymi. Działania te dały efekt dość upiorny: śnieżnobiała twarz świętego z czarnym makijażem mogła straszyć nocami niesforne dzieci. Złodziei jednak nie potrafiła odstraszyć... Przy okazji ostatnich przenosin w 2004 roku pomnik fachowo oczyszczono z warstw brudnej farby, utwardzono łuszczącą się powierzchnię piaskowca, zrekonstruowano ubytki. Naprawiona tarcza herbowa wróciła na stare miejsce. Trzeba mieć nadzieję, że po tych wszystkich zabiegach św. Jan Nepomucen kolejne stulecia będzie chronił Osobowice przed kataklizmami. Przecież swoje możliwości pokazał już podczas powodzi w 1997 roku. Mimo wszystko żal, że nowa lokalizacja pomnika spowodowała nieodwracalną utratę nastroju melancholii, zadumy i  przede wszystkim spokoju, towarzyszącego Nepomukowi pod świętym Wzgórzem".

Błądzenie w okolicach kapliczki poszło więc na marne i na Osobowice planujemy powrót. Na szczęście daleko nie mamy, więc spokojnie będzie można podjechać w jakiś wolniejszy dzień.

Stamtąd pojechaliśmy do Leśnicy, gdzie znajduje się jedna z większych wrocławskich figur świętego; ten sam autor wykonał m.in. pomniki na pl. Katedralnym i na pl. Nankiera przed kościołem św. Macieja.
Ogromny, bogato zdobiony i mimo zaniedbania budzi "respekt"...







Nepomuk ten znajduje się przed zamkiem w Leśnicy, więc żal było by nie wstąpić ;)
Justynka chyba zaczęła zbierać krasnale ;)



Przy okazji trafiliśmy na dość oryginalny adres:






Kolejne zaplanowane na dziś wizerunki znajdowały się w kościele pw. św. Jadwigi, również w Leśnicy.
Wcale nas nie zdziwiło, że kościół... był zamknięty. Szybko sprawdziliśmy harmonogram mszy i okazało się, że za półtorej godziny mamy szansę wejść do środka ;)
Stanie tyle czasu nie miało sensu, bo dość chłodno się robiło, więc żeby zabić czas pojechaliśmy pozwiedzać Leśnicę. Na pierwszy strzał padł wyremontowany dworzec kolejowy...













Budynek leśnickiej poczty zawsze robił na mnie wrażenie; fajnie, gdyby też doczekał się jakiegoś remontu, albo chociaż odświeżenia elewacji.







Nie było sensu dłużej się pałętać, więc wróciliśmy pod kościół... Niestety, czekało nas jeszcze blisko pół godziny czekania na otworzenie świątyni... Na starość chyba głupieję, bo kto by pomyślał, że będę siedział na chłodzie i czekał, aż mi kościół otworzą... ;)
Dodam jeszcze, że czekanie miało sens, ponieważ w jednym kościele znajdować się miały aż cztery wizerunki Nepomucena!
W każdym razie w końcu pojawiła się zakonnica, która cały przybytek otworzyła.
Na miłe powitanie:



Mimo zapisanych na kartce "wskazówek" nie łatwo było odnaleźć, to czego szukaliśmy, bo wizerunki przedstawiały Jana w dość nietypowych pozach. I tak: obraz olejny przedstawiający siedzącego na chmurce świętego...



... następnie wysoko nad prezbiterium Jan klęczący na srebrnej chmurce...



... oraz trochę kontrowersyjny Nepomuk, bo nie do końca wiadomo czy to Jan czy Hieronim (trzymana w ręce zamknięta księga wcale nie musi oznaczać dochowania tajemnicy spowiedzi)...



Czwartego nie udało się odnaleźć. Ponoć na drzwiach konfesjonału znajdować się miała płaskorzeźba przedstawiająca Nepomucena. Niestety, w kościele znajdowały się dwa miejsca do spowiedzi i na żadnym z nich nie było wizerunku świętego. Dokładnie oglądaliśmy, zaglądaliśmy nawet do środka (oj, kusiło zachachmęcenie fioletowego szalika... ;)), ale nic nie znaleźliśmy. Właściwie, to konfesjonały wyglądały na dość świeże, więc może gdzieś w piwnicy plebani leżą stare drzwiczki... Kto wie?

Z Leśnicy wracać mieliśmy okrężną drogą, ale najpierw czekanie, a potem blisko półgodzinne przebieżki po kościele trochę nas wytelepały, więc najkrótszą możliwą drogą wróciliśmy do domu. A właściwie do Mamy na obiad ;)

Weekend bardzo udany, w dwa dni przeszło sto kilometrów, pogoda wręcz zachęcająca do jazdy. A przy okazji szukania Nepomuków nie musimy kręcić bez sensu i nie do końca wiedząc gdzie, bo w promnieniu dwudziestu pięciu, pięćdziesięciu kilometrów od Wrocławia, w każdym kierunku, zawsze jakiś "cel" się znajdzie. W sam raz na zimowy czas :)



[Edit]
Od dziś wprowadzam kategorie bloga, żeby lepiej uporządkować całość. Właściwie, to wprowadziłem poprawki od początku roku. Z upływem czasu pewnie będzie ich więcej.
Kategoria Wrocław, Nepomuki, Canyon


  • DST 26.86km
  • Teren 0.50km
  • Czas 01:23
  • VAVG 19.42km/h
  • VMAX 33.81km/h
  • Sprzęt [R.I.P] Canyon Nerve AL+
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Sobota, 4 stycznia 2014 · dodano: 04.01.2014 | Komentarze 0

Sobota pracująca... Na domiar złego Justce w nocy ukradli przednie koło z Gianta przypiętego na podwórku.

Odnośnie ostatnich ( i nie tylko) wydarzeń.



...

Piątek, 3 stycznia 2014 · dodano: 03.01.2014 | Komentarze 0



...

Czwartek, 2 stycznia 2014 · dodano: 02.01.2014 | Komentarze 0

(...)
Kategoria Wrocław, Praca, Canyon


Flag Counter