Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Ciacho1985 z miasteczka Jordanów Śląski / Wrocław. Mam przejechane 47167.64 kilometrów w tym 6908.79 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.62 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 72.61km
  • Czas 04:42
  • VAVG 15.45km/h
  • VMAX 49.17km/h
  • Podjazdy 942m
  • Sprzęt [R.I.P.] Diamant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Promanja- Kaštel. Dzień czwarty.

Niedziela, 7 września 2014 · dodano: 03.10.2014 | Komentarze 0

Noc spokojna, mimo bliskości deptaka i tego, że całą noc chodzili tamtędy ludzie ("Tam jest namiot, nie świeć, bo ludzi pobudzisz!").
Pobudka pół do ósmej, szybkie składanie namiotu, śniadanie i kawka. A w tak zwanym międzyczasie łatanie dętki w tylnym kole mojego Diamanta; myślałem, że złapałem snake'a po wczorajszym "downhill'u" po deptaku, ale okazało się, że to "tylko" kawałek szkła...





Dętka wymieniona, udało się mini pompką napierdzieć odpowiednie ciśnienie, więc pozostało założyć sakwy i ruszać dalej.
Przed tym jednak Justynka skusiła się na poranną kąpiel w morzu. Woda była tak czysta, że szok. Do tego oświetlona promieniami słońca robiła niesamowite wrażenie. :)











Po wyjechaniu z naszego miejsca noclegowego pobiliśmy rekord dystansu- po dwóch i pół kilometrach zatrzymaliśmy się w Baškej Vodzie na zimniutkie Ožujsko. Dziś leniwa niedziela i nigdzie się nie spieszymy :)





W końcu się zebraliśmy i ruszyliśmy dalej, w stronę Splitu. Wyjazd z Baškej Vody wcale nie był łatwy, bo do pokonania mieliśmy około sześć kilometrów dość stromego podjazdu.

Po wdrapaniu się na przełęcz czekał na nas długi i przyjemny zjazd, prawie do samego Omiš. Początkowo tam mieliśmy się zatrzymać, żeby coś zjeść, jednak minęliśmy to "większe" miasteczko i zaraz za nim zrobiliśmy kolejny postój na schłodzenie się w morzu i piwkiem :)
Pogoda dziś nie rozpieszcza i daje nam się we znaki- od około dziewiątej rano temperatura grubo przekraczała dwadzieścia stopni Celsjusza, a w okolicach czternastej spokojnie dochodziła do trzydziestu kresek na plusie... Tak więc postój w Duče był jak najbardziej uzasadniony :)
Plan na dzisiaj, z okazji leniwiej niedzieli, to dojechać przed Split i tam szukać miejsca na spanie, albo przejechać Split tranzytem i gdzieś za nim rozglądać się za noclegiem. Jak pisze Piotrek Strzeżysz- nie lubimy dużych miast. ( http://onthebike.pl/ )
W Duče wskoczyliśmy na chwilę do restauracji Croatia na niedzielną rybkę. Od święta można, a co! :)







Stamtąd prosto na Split.
Za zwiedzaniem nie przepadamy, więc miasto przejeżdżamy tranzytem. Szczerze powiedziawszy- było to dotychczas najgorsza droga, jaką przyszło nam jechać w Chorwacji. Jezdnia kilkupasmowa, szybkiego ruchu, na której minimalna prędkość (!), to czterdzieści kilometrów na godzinę. Nic to, jechać trzeba. Po drodze kilkukrotnie się gubimy, kilkadziesiąt razy nie jesteśmy pewni dalszej trasy... Po prostu obłęd. Czuliśmy się, jak na Autostradowej Obwodnicy Wrocławia.
Duże miasta nie są dla nas.
W końcu udało nam się wydostać z głównej drogi (Jadranskiej Magistrali, D8) na boczną, prowadzącą przez Kaštel na Trogir (gdzie znajduje się Splickie lotnisko).
Sceneria wzdłuż drogi- masakra. Opuszczone, domy, fabryki, stocznie; jesteśmy niby blisko morza, a klimat zupełnie inny, niż czterdzieści kilometrów wcześniej. Do tego robi się późno, a my potrzebujemy sklepu. Krajobraz niewiele się zmienia, ale udaje nam się znaleźć nieduży sklepik osiedlowy, gdzie kupujemy wodę i piwko na wieczór.
Pozostaje więc znaleźć miejsce do spania .Pomaga nam w tym spotkany przed sklepem mountainbiker, który stwierdził, że cztery kilometry stąd jest "nice beach" i tam spokojnie można rozbić namiot, bo u nich nie ma kontroli.
Do zachodu kluczymy jeszcze jeszcze nabrzeżem miejscowości w poszukiwaniu najs bicza. Otoczenie trochę się zmieniło- coś na styl plaż, kafejki i knajpki (jak nasze rodzime mordownie), pełno murali kiboli Hajduka Split...
Brniemy w to dalej.
W końcu, na całe szczęście, dosłownie "wyrosło" przed nami całkiem sympatyczne pole nad samym morzem. Pole w sensie takim, że z trawą! Do tego z toi- toiem na samym środku (i to w chwili, kiedy najbardziej tego potrzebowałem! :)). 
Trochę nie wiemy czy tu wolno, czy wypada, czy bezpiecznie... Zauważamy jednak busa na polskich blachach, więc podchodzimy. Państwo z auta mówią ze spokojem, że spali tu dwa dni i jest spoko.
Dalej jechać sensu nie było, bo słońce już zaszło, więc stwierdziliśmy, że co by nie było, to i tak musimy tu zostać. choć nie do końca pewnie się czujemy w tym miejscu.
Najważniejsze, że Split za nami, że pogoda dopisuje, że ciągle pedałujemy razem i mimo kilku nieporozumień ciągle jakoś się dogadujemy i przemy naprzód :)
Miało być lajtowo, a wyszło ponad siedemdziesiąt kilometrów.
Do tego drugi raz podczas tego wyjazdu można było normalnie wbić szpilki w podłoże :)
No i księżyc fajnie oświetlał zatoczkę. I nocna panorama na Split też spoko :)
Na kolację odmiana- ryż :) Z ciemnym sosem pieczeniowym, papryką i kukurydzą :) Właściwie bardziej tu planujemy posiłki niż we Wrocławiu...
Jutro planujemy dotrzeć w okolice Šibenika.
















  • DST 60.70km
  • Czas 04:07
  • VAVG 14.74km/h
  • VMAX 49.17km/h
  • Podjazdy 1214m
  • Sprzęt [R.I.P.] Diamant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Gradac- Promanja. Dzień trzeci.

Sobota, 6 września 2014 · dodano: 03.10.2014 | Komentarze 0

Miejsce do spania na przydrożnym parkingu okazało się całkiem spoko. Trochę przeszkadzały jeżdżące w nocy auta, ale dało się wytrzymać. Poranek przywitał nas fajnym widokiem i ciepłem, choć słońce trochę chowało się za chmurami.





Po lekko ponad czterech kilometrach samego zjazdu trafiliśmy do centrum Gradac. Na drugie śniadanie po dwa Ožujsko na czymś w stylu molo :)











Ponieważ wczoraj w Ragatinie mijaliśmy sensowny zjazd do Bośni i Hercegowiny, do Mostaru, chyba odpuścimy to i Sarajevo i pozostaniemy przy pierwotnym planie zjechania wybrzeża Chorwacji i powrotu do Wrocławia na kole. Teoretycznie jeszcze przed Makarską mamy zjazd na Mostar, ale nie dość, że sporo trzeba by się cofać, to na dodatek droga wiodła by centralnie przez góry, a nie jak ta wcześniej wspomniana- w dolinie Neretvy, praktycznie po płaskim...
Jak się nie uda, to świat się zawali. Mostar, to tylko jeden most, a to jest nasza podróż poślubna i nic na siłę :)
Do Bośni czy Serbii będzie jeszcze czas się wybrać, może nawet naszym przyszłym busikiem... ;)
Po wczoraj, dziś planujemy dzień bardziej lajtowy pod względem rowerowym. Tylne koło odczuwa ciężar sakw, bo szprychy robią się coraz to luźniejsze; tak więc niebawem będzie trzeba je ponaciągać i wycentrować całe koło.
Z Gradac ruszyliśmy dalej wzdłuż Adriatyku; po około dwudziestu kilometrach, w Duba, zrobiliśmy kolejną przerwę na piwko, kąpiel i granata :) Miasteczko całkiem ładne, choć szalenie malutkie.









Z Duba ruszyliśmy dalej, w kierunku Makarskiej. Słońce wyszło zza chmur i zrobiło się naprawdę ciepło. Właściwie, to aż za ciepło, jak na jazdę rowerem.
Po kolejnych -nastu kilometrach dojechaliśmy do Makarskiej. Jak dla nas za duże miasto, ale na szczęście był Lidl, w którym obkupiliśmy się na podwieczorek i dwie kolacje.
Podwieczorek wciągnęliśmy przy plaży (ku zdziwieniu- głównie Polskich- "turystów").





Z Makarskiej, przez Krvavicę, dojechaliśmy do Promajny, żeby w spokoju wypić piwko. Zaliczyliśmy też kolejną kąpiel i tak nam się spodobało, że postanowiliśmy tu poszukać noclegu.
Udało się, choć trochę  na przypale, bo przy deptaku nadmorskim łączącym Promajnę z Bašką Vodą, ale nocleg w iglastym lasku, nad samym morzem wyjątkowo nas urzekł :)
Słońce chyliło się ku zachodowi, więc w spokoju oglądnęliśmy zachód, poczekaliśmy aż się ściemni i ludzi z deptaka ubędzie i rozbiliśmy namiot i zrobiliśmy kolację... Makaron, ser i sos śmietanowy... Mniam! :)
Dzień udany, jeżeli chodzi o pogodę- deszczu tyle, co kot napłakał, słońce i kąpiele w morzu :) Do tego rowerowanie w naprawdę zajebistych terenach z mega widoczkami :)
Miało być lajtowo, a pękło sześćdziesiąt kilometrów, przewyższeń też nie mało. Fajny dzień :)




















Kategoria Diamant, Wakacje 2014


  • DST 103.40km
  • Czas 06:02
  • VAVG 17.14km/h
  • VMAX 45.79km/h
  • Podjazdy 1214m
  • Sprzęt [R.I.P.] Diamant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Soline- Gradac. Dzień drugi.

Piątek, 5 września 2014 · dodano: 03.10.2014 | Komentarze 0

Po pierwszej nocy w Chorwacji oboje kolektywnie stwierdziliśmy, że mata samopompująca jest tu najlepszym przyjacielem naszych pleców i dupek. :)
Noc spokojna, choć trochę wietrzna, co przy braku możliwości wbicia szpilek w podłoże, napawało lekkim niepokojem, że w przypadku mocniejszego deszczu tropik zacznie dotykać sypialni i pojawią się nieszczelności... Na szczęście było bez deszczu.



Obudziliśmy się o siódmej, ale po wczoraj daliśmy sobie jeszcze godzinkę na dospanie :) Potem kawka, śniadanie, złożenie namiotu, zapakowanie sakw i dalej w drogę.







Po przeszło dwudziestu kilometrach dojechaliśmy do Slano. Od dłuższej chwili jechaliśmy w deszczu, więc ochoczo zjechaliśmy z głównej drogi na chwilę odpoczynku.
Miejscowość, położona nad bardzo ładną zatoczką, była bardzo urokliwa. Kupiliśmy sobie piwko, na straganie kilka warzyw na śniadanie i siedliśmy na plaży. W końcu mogliśmy też pierwszy raz zamoczyć dupki w Adriatyku :)

























Od miasteczka długo, długo w deszczu. Na chwilę stanęliśmy na stacji benzynowej z nadzieją, że się przetrze. Nie przechodziło, więc przebraliśmy koszulki na suche, uzbroiliśmy się w kurtki przeciwdeszczowe i ruszyliśmy dalej.
Żeby kontynuować drogę w Chorwacji, musieliśmy około dziesięciokilomertowy odcinek przejechać przez Bośnię i Hercegowinę. Właściwie jedno większe miasteczko i tyle. Wszędzie auta na chorwackich blachach, w miasteczku kościół, a w sklepach- poza markami konwertybilnymi- można płacić kunami. Taka chorwacka Bośnia. Hercegowina.





Po wyjeździe z Bośni pogoda nam się poprawiła- wyszło słońce i od razu zrobiło się cieplej.
Po około sześciokilometrowym podjeździe dokulaliśmy się na przełęcz, na której zrobiliśmy sobie chwilę przerwy...

















Przy pierwotnym założeniu, że chcemy robić osiemdziesiąt kilometrów dziennie, stwierdziliśmy, że spokojnie powinniśmy dotrzeć przed zmrokiem do Ploče.
W tym miejscu droga znacznie odbiła wgłąb lądu, czekało nas jeszcze kilka ciężkich podjazdów i szybkich zjazdów, aż dotarliśmy do Opuzen, gdzie zrobiliśmy zakupy na wieczór, a przed sklepem zasiedliśmy na szybkie Ožujsko... Zreflektowaliśmy się, że robi się dość późno i niedługo będzie ciemno. Jazda wzdłuż Neretvy była typową jazdą na wyścig z czasem i ze słońcem. W miejscowości Regatin przejechaliśmy mostem; było już szarawo, a do Ploče ponad sześć kilometrów.
Ploče przejechaliśmy tak szybko, że prawie nie zauważyliśmy, że do niego wjechaliśmy. Nadal byliśmy dość spory kawałek od morza, a na dodatek nie bardzo było gdzie się zatrzymać, żeby rozbić namiot... Postanowiliśmy więc jechać dalej, żeby dojechać do morza, bo jego brak wywoływał w nas niepokój i prawie depresję ;)
Już po ciemku, raz pod górę, a raz w dół, dotarliśmy do hotelu na skarpie nad Adriatykiem. Justynka zapytała w środku, gdzie możemy się rozbić; kelner stwierdził ,że :na pewno nie tu", ale podpowiedział, żebyśmy przejechali jeszcze około dwa kilometry, a tam przy drodze będzie parking.
Jak zasugerował, tak zrobiliśmy i faktycznie- po chwili dojechaliśmy na parking na skarpie.
Mimo nocy było bardzo jasno od księżyca i jego odbicia w morzu. Niedaleko nas stał zaparkowany kamper, gdy usłyszeliśmy z niego ojczystą mowę podeszliśmy, żeby się przywitać. Okazało się, że stacjonuje tam starsza ekipa z Polski, która jedzie przez Dubrovnik do Czarnogóry. Oczywiście nie na sucho, a przy butelczynie chorwackiej śliwowicy. Dwa razy nie trzeba było nas namawiać, nalali po pół szklanki mocnego trunku... To nam w zupełności wystarczyło ;) Zamieniliśmy z nimi jeszcze dwa zdania i wróciliśmy na "nasze" miejsce, żeby rozbić namiot i szykować kolację.
Na kolację makaron z sosem pomidorowym i fasolką, zamiast kukurydzy ;) Po kolacji, chwilę po dwudziestej pierwszej, dopadło nas zmęczenie i senność.
Mieliśmy dziś zrobić osiemdziesiąt kilometrów, a wyszło ponad sto. Biorąc pod uwagę ilość podjazdów, pół dnia w deszczu i spory kawałek po ciemku, uważam, że to naprawdę niezły wynik. :)








Kategoria Diamant, Wakacje 2014


  • DST 49.78km
  • Czas 03:38
  • VAVG 13.70km/h
  • VMAX 43.69km/h
  • Podjazdy 838m
  • Sprzęt [R.I.P.] Diamant
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Čilipi- Soline. Dzień pierwszy.

Czwartek, 4 września 2014 · dodano: 03.10.2014 | Komentarze 0

O szóstej trzydzieści szczęśliwie wylądowaliśmy.





Blisko godzina jeszcze minęła, zanim udało nam się z powrotem dostać bagaże i rowery. Na szczęście nic nie zostało uszkodzone, choć kartony nieźle ucierpiały (mój nawet się otworzył); ogólne były dobrze zapakowane, ruchome części przymocowane na trytki, mimo to zarówno u mnie, jak i Justynki zdarł się trochę mostek (śruby mocujące kierownicę).
Čilipi przywitał nas słońcem, i ponad dwudziestoma stopniami na plusie. Na pobliskim przystanku autobusowym zacząłem skręcać nasze rowery do kupy i wzięliśmy się za przepakowywanie sakw.











Około ósmej trzydzieści byliśmy już gotowi i ruszyliśmy w stronę miasta; lotnisko jest oddalone od Dubrovnika ponad dziewiętnaście kilometrów, więc było co pedałować z rana :)
Droga dobrej jakości, chociaż bardzo ruchliwa, kierowcy niewiele sobie robią rowerzystów. Ciekawe, jak to wszystko wygląda w szczycie sezonu...







Trasa choć bardzo widokowa, to dość nudna- bez przerwy w górę i w dół. Czas się przyzwyczajać ;) "Urozmaiceniem" są podjazdy o ponad dziesięciostopniowym nachyleniu.

Sam Dubrovnik bardzo ładny, ale nie zdobył naszej sympatii. Przeolbrzymi ruch, nawet w ścisłym centrum; kupa bezsensownych, wąskich jednokierunkowych uliczek. Samo stare miasto z taką ilością schodów, że ciężko było by tam chodzić pieszo, a co dopiero z rowerami objuczonymi sakwami... ;)



W jednej z knajpek przysiedliśmy na poranną kawę, piwko i uzgodnienie, co dalej robimy z tym dniem.





Powodem naszej antypatii do tego miasta była jeszcze jedna istotna sprawa. Kupionych we Wrocławiu kartuszy z gazem do kuchenki na pokład samolotu wziąć nie mogliśmy. Sprawdziliśmy wcześniej w Internecie, że mają w Dubrovniku InterSport; u nas można w tej sieci kartusze kupić do wyboru, do koloru, w zależności od pojemności, producenta i tak dalej... Na miejscu okazało się, że faktycznie InterSport jest (nawet udało się do niego trafić, z pomocą Centrum Informacji Turystycznej), ale nakręcanych kartuszy nie mają (mało tego- dziwili się, że takie coś jest, bo oni mają tylko nabijane na "stałe"...). Odwiedziliśmy jeszcze dwa inne sklepy z podobnym asortymentem i nic. Na stacji benzynowej również mieli tylko nabijane. 
W końcu, jakimś cudem, Justynce udało się znaleźć te nas interesujące w... sklepie wędkarskim. Od razu wzięliśmy dwa (59kn za 220g). Sytuacja została uratowana- mogliśmy liczyć na ciepły posiłek i kawę we własnym zakresie.
Z miłą chęcią pożegnaliśmy więc Dubrovnik i trochę naokoło, linią brzegową Zatoki Dubrovačkiej wyjechaliśmy z miasta.











Kierując się Jadranską Magistralą wzdłuż wybrzeża na północ, dotarliśmy do miejscowości Soline, gdzie znaleźliśmy spokojny kemping. Po dwóch dniach i nocce bez snu nie chciało nam się szukać niczego "na dziko".
Wieczorem szybka kolacja, kąpiel, pogaduchy, piwko i spać. W końcu :)
















Kategoria Diamant, Wakacje 2014


Wrocław- Katowice- Pyrzowice Airport.

Środa, 3 września 2014 · dodano: 03.10.2014 | Komentarze 0

PROLOG.

Z Gabrysiem do Katowic- Pyrzowic autem.







Na lotnisku długie czekanie na samolot, bo w poczekalni pojawiliśmy się po dwudziestej pierwszej, a odlot mieliśmy o czwartej trzydzieści nad ranem...
Trochę dziwnie wyglądaliśmy z Żyrafką i taką ilością bagażu, toteż zainteresował się nami pan ze Straży Ochrony Lotniska. Po interwencji Justynki, która go uspokoiła, że w kartonach mamy rowery, a w bazarowych torbach sakwy i że trochę tu posiedzimy, pan się trochę uspokoił i nawet uśmiechnął ;)
W końcu przez megafon pani wezwała do nadania bagażu. Nie ma co się oszukiwać- nasz bagaż rejestrowany był ledwie mieszczący się w przepisowych dwudziestu kilogramach, a rowery, które miały się mieścić w piętnastu kilogramach były w sumie o trzy kilogramy za ciężkie... Na szczęście pani, na którą trafiliśmy przy odprawach pracowała niedługo i wszystko jakoś przeszło bez dopłaty (cały karton z rowerem nie do końca się zmieścił na taśmie z wagą, trochę go zwisało poza i dzięki temu wyszło, że rower ważył jedenaście kilogramów... :))



Po nadaniu bagażu poszliśmy się odprawić (oczywiście nie bez problemu, bo nasze łańcuchowe bransoletki piszczały na bramce) i blisko dwie godziny siedzieliśmy przy piwku w strefie bezcłowej...
W końcu udało nam się wsiąść do samolotu; lot miał trwać godzinę i trzydzieści pięć minut ( z czego odrobinkę udało nam się przespać...).









(Wszystkie kolejne wpisy w głównej mierze były zapisywane w naszych dzienniczkach podróżniczych na bieżąco, teraz pozostało je przepisać, czasem coś dopisać i dorzucić zdjęcia).
Kategoria Wakacje 2014


  • Aktywność Jazda na rowerze

Do zobaczenia! :)

Środa, 3 września 2014 · dodano: 03.09.2014 | Komentarze 0

Rowery spakowane, sakwy również.
Za moment ruszamy do Katowic na samolot :)










  • DST 26.91km
  • Czas 01:31
  • VAVG 17.74km/h
  • Sprzęt [R.I.P.] Diamant
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Poniedziałek, 1 września 2014 · dodano: 02.09.2014 | Komentarze 0

W pracy do piętnastej, bo... nie było co robić ;) Całe szczęście, że niebawem urlop i wyjazd.

Cały dzień jazdy w deszczu; jesień jak nic, Panie.

W domu w końcu był czas, żeby usiąść do kompa i napisać testowego newsa do www.wrower.pl . Jak się spodoba, to nawiążemy ściślejszą współpracę :)

I taki pozytywny prezent od Mamy (poza sześcioma złotymi nic nie udało się wygrać ;)) :


Kategoria Diamant, Praca, Wrocław


  • DST 26.53km
  • Czas 01:21
  • VAVG 19.65km/h
  • Sprzęt [R.I.P.] Diamant
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Sobota, 30 sierpnia 2014 · dodano: 31.08.2014 | Komentarze 0

Pierwsza (i ostatnia) sobota w pracy w tym miesiącu. Dodatkowo kolejny dzień siedziałem sam.
Jak na sobotę działo się niewiele, ale to i dobrze, bo po wczorajszych odwiedzinach Gosi z Robertem nie do końca z wyziewem nadawałem się do ludzi... ;)

Założyłem do Diamanta nową kasetę i łańcuch, specjalnie na wyjazd. Niestety nie są najlepszej jakości, ale coraz ciężej dostać coś ciekawszego na osiem przełożeń... A poza tym nie ma co przesadzać i inwestować nie wiadomo ile w rower- około półtora tysiąca kilometrów powinien przejechać bez problemu :)





Wczoraj Justynka kupiła sobie do swojego Diamanta platformówki Dartmoora. Też na wyjazd chciałem takie, więc zostały mi podarowane. :)



Stopa trzyma się naprawdę świetnie- zero poślizgu, właściwie to czasem ciężko zmienić chcący położenie stopy. Na deszczu to samo- zero uślizgu. Przetestowane w zestawie wyjazdowym z sandałem :)

A ponieważ Justka nadal nie miała pedałów dla siebie, to pojechała do sklepu i kupiła jeszcze jeden komplet- tym razem białe, bo czarnych już nie było. Ale to i lepiej nawet wyszło, bo pasują do białej ramy.




Wieczorem przyjechali Teściowie i nawet udało się ich namówić, żeby zostali na noc (i genialne Teścia- "to tam jest gdzie spać?" ;)). Wieczorkiem na piwko na miasto; a nazajutrz wizyta na Świebodzkim w celu szukania zwykłych "ruskich" torb w kratkę (okazuje się, że dostanie ich wcale nie jest takie proste, wszyscy bazarowcy je mają, ale nikt nie wie skąd ;)).






  • DST 28.21km
  • Czas 01:23
  • VAVG 20.39km/h
  • Sprzęt [R.I.P.] Diamant
  • Aktywność Jazda na rowerze

Alone.

Piątek, 29 sierpnia 2014 · dodano: 29.08.2014 | Komentarze 0

W pracy cały dzień sam.
I fajnie było. Spokój, wszystko ogarnięte po swojemu, bez ciśnienia i takich tam pierdół...
Kategoria Diamant, Praca


  • DST 27.49km
  • Czas 01:22
  • VAVG 20.11km/h
  • Sprzęt [R.I.P.] Diamant
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Czwartek, 28 sierpnia 2014 · dodano: 29.08.2014 | Komentarze 0

Kategoria Diamant, Praca


Flag Counter