Info
Więcej o mnie.
Moje rowery
Archiwum bloga
- 2026, Maj10 - 2
- 2026, Kwiecień21 - 8
- 2026, Marzec2 - 0
- 2026, Luty1 - 1
- 2026, Styczeń2 - 0
- 2025, Grudzień3 - 1
- 2025, Listopad3 - 0
- 2025, Październik6 - 0
- 2025, Wrzesień5 - 0
- 2025, Sierpień14 - 5
- 2025, Lipiec13 - 6
- 2025, Czerwiec14 - 11
- 2025, Maj10 - 9
- 2025, Kwiecień10 - 8
- 2025, Marzec8 - 2
- 2025, Luty12 - 7
- 2025, Styczeń10 - 2
- 2024, Grudzień1 - 1
- 2024, Listopad8 - 5
- 2024, Październik15 - 11
- 2024, Wrzesień10 - 8
- 2024, Sierpień6 - 4
- 2024, Lipiec6 - 5
- 2024, Czerwiec3 - 3
- 2024, Maj9 - 7
- 2024, Kwiecień9 - 1
- 2024, Marzec10 - 5
- 2024, Luty2 - 2
- 2024, Styczeń3 - 1
- 2023, Grudzień3 - 1
- 2023, Listopad2 - 0
- 2023, Październik2 - 0
- 2023, Wrzesień5 - 4
- 2023, Sierpień4 - 0
- 2023, Lipiec5 - 0
- 2023, Czerwiec1 - 0
- 2023, Maj2 - 0
- 2023, Kwiecień3 - 0
- 2023, Marzec5 - 0
- 2023, Luty5 - 0
- 2023, Styczeń4 - 0
- 2022, Grudzień3 - 0
- 2022, Listopad2 - 0
- 2022, Październik4 - 0
- 2022, Wrzesień5 - 0
- 2022, Sierpień4 - 0
- 2022, Lipiec4 - 3
- 2022, Czerwiec13 - 8
- 2022, Maj10 - 8
- 2022, Kwiecień5 - 5
- 2022, Marzec6 - 2
- 2022, Luty2 - 2
- 2022, Styczeń2 - 1
- 2021, Grudzień5 - 1
- 2021, Listopad6 - 1
- 2021, Październik5 - 2
- 2021, Wrzesień7 - 0
- 2021, Sierpień5 - 2
- 2021, Lipiec2 - 0
- 2021, Czerwiec6 - 6
- 2021, Maj4 - 8
- 2021, Kwiecień6 - 11
- 2021, Luty1 - 1
- 2021, Styczeń2 - 3
- 2020, Grudzień4 - 7
- 2020, Listopad4 - 1
- 2020, Październik1 - 1
- 2020, Wrzesień2 - 0
- 2020, Sierpień9 - 8
- 2020, Lipiec5 - 0
- 2020, Czerwiec7 - 5
- 2020, Maj5 - 4
- 2020, Kwiecień4 - 0
- 2020, Marzec22 - 11
- 2020, Luty37 - 11
- 2020, Styczeń40 - 20
- 2019, Grudzień34 - 8
- 2019, Listopad41 - 0
- 2019, Październik40 - 2
- 2019, Wrzesień42 - 3
- 2019, Sierpień28 - 0
- 2019, Lipiec50 - 9
- 2019, Czerwiec35 - 0
- 2019, Maj36 - 3
- 2019, Kwiecień34 - 4
- 2018, Grudzień6 - 0
- 2018, Listopad12 - 2
- 2018, Październik16 - 0
- 2018, Wrzesień22 - 0
- 2018, Sierpień16 - 0
- 2018, Lipiec21 - 0
- 2018, Czerwiec23 - 0
- 2018, Maj17 - 11
- 2018, Kwiecień29 - 6
- 2018, Marzec25 - 0
- 2018, Luty30 - 6
- 2018, Styczeń29 - 6
- 2017, Grudzień27 - 0
- 2017, Listopad23 - 0
- 2017, Październik19 - 2
- 2017, Wrzesień25 - 0
- 2017, Sierpień20 - 0
- 2017, Lipiec26 - 3
- 2017, Czerwiec32 - 4
- 2017, Maj30 - 2
- 2017, Kwiecień36 - 0
- 2017, Marzec30 - 0
- 2017, Luty21 - 2
- 2017, Styczeń21 - 1
- 2016, Grudzień24 - 1
- 2016, Listopad25 - 4
- 2016, Październik29 - 0
- 2016, Wrzesień31 - 6
- 2016, Sierpień28 - 3
- 2016, Lipiec35 - 2
- 2016, Czerwiec32 - 2
- 2016, Maj45 - 2
- 2016, Kwiecień32 - 0
- 2016, Marzec31 - 1
- 2016, Luty26 - 0
- 2016, Styczeń29 - 1
- 2015, Grudzień27 - 0
- 2015, Listopad26 - 0
- 2015, Październik28 - 6
- 2015, Wrzesień27 - 2
- 2015, Sierpień32 - 0
- 2015, Lipiec29 - 4
- 2015, Czerwiec21 - 0
- 2015, Maj32 - 1
- 2015, Kwiecień25 - 0
- 2015, Marzec23 - 0
- 2015, Luty7 - 0
- 2015, Styczeń16 - 0
- 2014, Grudzień15 - 8
- 2014, Listopad20 - 0
- 2014, Październik26 - 10
- 2014, Wrzesień26 - 4
- 2014, Sierpień26 - 5
- 2014, Lipiec32 - 3
- 2014, Czerwiec28 - 1
- 2014, Maj29 - 13
- 2014, Kwiecień28 - 2
- 2014, Marzec27 - 5
- 2014, Luty26 - 8
- 2014, Styczeń29 - 11
- 2013, Grudzień31 - 16
- 2013, Listopad27 - 18
- 2013, Październik31 - 29
- 2013, Wrzesień27 - 10
- 2013, Sierpień26 - 0
- 2013, Lipiec25 - 2
- 2013, Czerwiec30 - 11
- 2013, Maj31 - 21
- 2013, Kwiecień29 - 42
- 2013, Marzec19 - 17
- 2013, Luty16 - 10
- 2013, Styczeń25 - 36
- 2012, Grudzień19 - 15
- 2012, Listopad24 - 7
- 2012, Październik24 - 0
- 2012, Wrzesień25 - 3
- 2012, Sierpień27 - 0
- 2012, Lipiec29 - 8
- 2012, Czerwiec13 - 14
- 2012, Maj4 - 0
- 2012, Marzec2 - 0
- 2011, Listopad1 - 0
- 2011, Październik2 - 0
- 2011, Wrzesień1 - 0
- 2011, Sierpień1 - 0
- 2011, Czerwiec3 - 0
- 2011, Maj1 - 0
- 2011, Kwiecień3 - 0
- 2011, Marzec3 - 0
- 2011, Luty1 - 0
- 2011, Styczeń1 - 0
- DST 22.66km
- Teren 20.00km
- Czas 02:13
- VAVG 10.22km/h
- VMAX 43.40km/h
- Kalorie 211kcal
- Podjazdy 635m
- Sprzęt [R.I.P] Canyon Nerve AL+
- Aktywność Jazda na rowerze
Pierwsza Ślęża 2013.
Sobota, 30 marca 2013 · dodano: 31.03.2013 | Komentarze 6
Usawiliśmy się o 11. przed Dworcem Nadodrze; wcześniej Robert dzwonił, żeby spotkać się o pół godziny wcześniej, a i tak się spóźnił. Przyjechał o 11:30, zapakowaliśmy rowery na auto i ruszyliśmy... po 12.W Sobótce szybkie zakupy w Biedrze, dojazd na parking, rozpakowanie rowerów, śniadanie (właściwie drugie...) i ruszyliśmy.
Najpierw czarnym szlakiem okrążającym Ślężę do Przełęczy Tąpadła. Po drodze głównie śnieg i błoto, ale zdarały się też momenty, że jechaliśmy po totalnie suchej ziemi.
Szlak prowadził trawersem, więc raz było płasko, raz pod górkę, a innym razem z górki.
Ogólnie prosta trasa, ale ze względu na nawierzchnię było gdzie się umęczyć :)
Na jednym z podjazdów złapałem z przodu kapcia- nie wiem jak to się stało, ale przynajmniej była kupa śmiechu podczas wymiany. No i w ten sposób w Canyonie już tylko w jednym kole mam niemieckie powietrze ;)
Po wyjechaniu z lasu czekał nas kawałek wspinaczki asfaltem i chwilę później raczyliśmy się drugim (trzecim...) śniadaniem. Chwilka przerwy i do góry. Raz na rowerze, raz z rowerem :) Większość podjazdu szedłem pieszo- nie żeby coś, ale najzwyczajniej nie chciało mi się jechać w sytuacji gdy szedłem szybciej :) Bo ogólnie na wydeptanym śniegu opony całkiem fajnie się kleiły i bez problemu można było się wspinać.
Od Tąpadła na szczyt została poprowadzona droga krzyżowa z przystankami, więc szło się od przystanku do przystanku :) Przy dziewiątym wsiadłem już na rower i tak szczytowałem.
Przy szóstej stacji Browar powiedział, że odpada i zjedzie sobie sam do auta. Chwilę go motywowałem, ale się nie dał; nic na siłę- jak ktoś nie ma mocy, to gadanie jej nie przywróci.
Na czycie zimno, pusto i biało. No i dość późno, bo nagle siedemnasta się zrobiła. Chłopaki zjedli co jeszcze mieli, ja sam uraczyłem się zwycięskim szczytowym browarkiem :)
Zastanawialiśmy się chwilę, którędy zdjeżdżać- czy żółtym, tak jak weszliśmy czy czerwonym do Sobótki. Stanęło na czerwonym, bo prowadzi prawie na parking, a żółty do Tąpadła i czekałby nas jeszcze spory odcinek asfaltem.
Ogólnie czerwonym jeszcze nie zjeżdżałem, bo jest bardzo kamienisty i jedna trzecia szlaku to głazy, gdzie raczej ciężko by się zjeżdżało.
Okazało się, że śnieg skutecznie przykrył kamienie, a ludzie udeptali fajny szlak w śniegu. Po takim ubitym zjeżdżało się naprawdę świetnie- przyczepność genialna jak na takie warunki, jednak z hamulcami trzeba było obchodzić się bardzo delikatnie...
Sporo za połową zjazdu podłoże się zmieniło- z fajnego singieltracka w szeroką drogę z błotem i roztapiającym się śniegiem. Wbrew pozorom było o wiele bardziej ślisko i trzeba było się naprawdę skupić.
Na jednym oddcinku roztapiający się śnieg zamarzł i była typowa szklanka. Robert trochę zatańczył, ale ostatecznie się utrzymał. Widząc to całkowicie puściłem hamulce, żeby gładko przejechać, wystawiłem tyłek możliwie jak najbardziej do tyłu i przemknąłem po tym ponad 40km/h. Wrażenia nie do opisania :)
Podczas zjazdu palce mi zamarzły i jakoś tak dziwnie się usztywniły ;) Żałowałem, że przed zjazdem nie zalożyłem grubszych. Lenistwo nie popłaciło :|
Na parking dotarliśmy wszyscy cali i zdrowi. Nikt nie zaliczył gleby, nikt nic nie połamał.
Pozostała kwiesta z Browarem- gdzie jest i co robi; według naszych wyliczeń powinien zameldować się przy aucie jeszcze przed nami... Klasycznie, jak to w takich sytuacjach bywa- zostawił telefon w samochodzie. Długo jednak nie musieliśmy się denerwować, bo pojawił się na horyzoncie. Okazało się, że przy szóstej stacji trochę sobie posiedział i stwierdził, że skoro już jest w połowie, to szkoda odpuszczać :) No i się wgramolił i zjechał też czerwonym :) Szkoda, że się mineliśmy, ale przynajmniej wszyscy zaliczyli szczyt :)
Ogarneliśmy trochę siebie i rowery, zapakowaliśmy się i ruszyliśmy do Sobotelu na kawkę i żurek.
Powrót do domu w atmosferze durnych i szowinistycznych dowcipów przeplatanych ze wspominkami z trasy :)
I tak wesoło dotarliśmy do Wrocławia po 20.
Jak każdy wyjazd i ten ma swój tekst, a nawet dwa. Pierwszy, to Browara: "na dwunastej!" i drugi uniwersalny, choć dotyczący gółwnie Marka: "...bo masz chujowy rower". ;]
W każdym razie Canyon przeżył swój pierwszy wypad w "poważniejszy" teren i jestem nim jeszcze bardziej zachwycony. Zjeżdża się na nim genialnie, po prostym w terenie w ogóle nie trzeba podnosić tyłka z siodełka; to samo na zjazdach- łyka każdą nierówność.
Ogólnie wyjazd naprawdę udany. Przy okazji spełniłem małe marzenie, bo od zawsze chciałem zjechać ze Ślęży po śniegu :)
[url=Trasa [klik][/url]

Edit:
Michał w łopatologiczny sposób nauczył mnie dodawania zdjęć! Jeszcze raz wielkie dzięki! :) Strsznie to skomplikowane ;)
- DST 12.55km
- Czas 01:00
- VAVG 12.55km/h
- VMAX 30.10km/h
- Kalorie 110kcal
- Sprzęt [R.I.P] Canyon Nerve AL+
- Aktywność Jazda na rowerze
Masa.
Piątek, 29 marca 2013 · dodano: 31.03.2013 | Komentarze 0
Na Masie coraz więcej osób, coraz więcej integracji i w ogóle jakoś tak fajniej :)Po przejeździe tradycyjnie już na piwko do "Pijalni"...
">W.M.
- DST 34.75km
- Teren 10.00km
- Czas 02:06
- VAVG 16.55km/h
- VMAX 34.10km/h
- Kalorie 409kcal
- Sprzęt [R.I.P] Canyon Nerve AL+
- Aktywność Jazda na rowerze
...
Czwartek, 28 marca 2013 · dodano: 29.03.2013 | Komentarze 0
Zerwałem się z rana, zjadłem byle jakie śniadanie (ale jednak śnadanie, które od jakiegoś czasu u mnie nie figurowało w dziennych posiłkach..) i ruszyłem.Najpierw z CV w konkretne miejsce, po cynku od znajomego, który się tam wkręcił.
Rozmowa dość luźna i bardzo ogólnikowa. I jak wszyscy, dotychczas- odezwę się wkrótce.
Po drodze minąłem ZSB i jakoś mnie na sentymenty wzięło, że czasy to były zajebiste i w ogóle było fajnie... Nie to, co teraz.
Tylko dalej nie zmienili stojaków "urwikółek"...
Potem trochę pokrążyłem po Małej Sobótce i w stronę domu.
W międzyczasie zadzwonił Marek, żeby pojechać do SSC i załatwić sprawę z jego pękniętą ramą. Chyba mi wszczpił jakiegoś czipa, bo dzwonił z Odrzańskiej, kiedy akurat jechałem Świdnicką...
Przed SSC zajechaliśmy na moment do Sponsora, żebym mógł przymierzyć ciuchy teamowe i wybrać rozmiar.
Potem szybki ślizg przez Wzgórze Polskie (i szybki test kamery) i się rozjechaliśmy.
W drodze do domu wpadłem do F. po strecza- udało mi się sprzedać łapiącego kurz Fox'a :)
W domu miałem zostawić rower i jechać po Kasię MPK, ale coś nie pykło i pojechałem do niej rowerem.
A jutro to już w ogóle urwanie jaj się zacznie po dwunastej... :)
- DST 20.52km
- Teren 1.00km
- Czas 01:09
- VAVG 17.84km/h
- VMAX 31.50km/h
- Kalorie 249kcal
- Sprzęt [R.I.P] Canyon Nerve AL+
- Aktywność Jazda na rowerze
GoPro.
Środa, 27 marca 2013 · dodano: 27.03.2013 | Komentarze 2
Do Grzesia na Nowy Dwór (vel. New Jersey ;)) zapożyczyć kamerkę GoPro Hero 3. Pod sobotni wypad na Ślężę, który ciągle stoi pod znakiem zapytania...Grześ nurkuje, więc miał tylko mocowanie na gumach do kasku (jak w czołówkach), ale da radę zamocować do rowerowego :)
I już wiem na co odkładam pieniądze :)
Od razu zainstalowałem w telefonie appkę (Dżizas, co za czasy?! ;)) i mogę sterować kamerką na głowie telefonem w ręce :)
Do tego w razie czego jest pilot... Wszystko przez WiFi (fifirifi!).
No ale podoba mi się to bardzo :)
Jutro obowiązkowy testing w terenie :)
- DST 59.76km
- Teren 25.00km
- Czas 03:46
- VAVG 15.87km/h
- VMAX 37.30km/h
- Kalorie 668kcal
- Sprzęt [R.I.P] Canyon Nerve AL+
- Aktywność Jazda na rowerze
...
Wtorek, 26 marca 2013 · dodano: 26.03.2013 | Komentarze 2
Kurtka teamowa odebrana od Sponsora, reszta ciuchów niebawem :) Ogólnie po zapoznawczym spotkaniu stwierdzam, że dość poważnie to wygląda :) To bardzo dobrze, spodziewałem się czegoś mniej "oficjalnego" ;)Na początku czerwca oficjalna prezentacja teamu.
Potem z Robertem do Brzeziny Średzkiej obadać zjazd, który będzie na BM. Szczerze powiedziawszy- masakra, robi wrażenie i działa na wyobraźnię :)
Droga tam trochę asfaltem, trochę laskami i polami. Oczywiście było też oowiązkowe zabłądzenie, ale ostatecznie się udało.
Sam zjazd z dołu wygląda na prosty- taki trójfazowy. Z pozycji siodełka jest już ciut gorzej i jeszcze wyżej ;) Do tego trzeba utrzymywać pozycję, żeby nie zakończyć go efektownym telemarkiem w świetle fleszy, ku uciesze gawiedzi; po oswojeniu się ze stromością trzeba uważać na drzewa, które tylko czekają, żeby zaczepić kierownicę... W międzyczasie, a zwłaszcza pod koniec, trzeba uważać na korby, żeby o pieniek nie zahaczyć.
I to wszystko na, może, pięćdziesięciu metrach.
Jeden z bardziej hardkorowych zjazdów, które widziałem, a to przecież "tylko" Wrocław! Gdzie reszta typowo górskich etapów? :)
Dziś zjazd odpuściłem. Włączył mi się hamulec i już. Nawet trasą "alternatywną" rady nie dałem. Poczekam na roztopy i zobaczę co się pod śniegiem kryje.
Nie mniej jednak będzie trzeba tam wrócić i "zrobić" go kilka razy, żeby się przyzwyczaić. Tym bardziej, że owy zjazd jest na ok. 45km trasy maratonu, a wiadomo jak jest- człowiek wtedy już uśpiony myśli tylko o mecie, a kibice czekają na krew. A tam z pewnością się poleje.
Powrót "na szybko" asfaltem przez Wilkszyn.
Pod koniec walki z wiatrem trochę odjeło mi siły, ale to głównie przez brak śniadania i dwa browarki na trasie.
Rower spisuje się wyśmienicie i coraz bardziej go czuję. Zawieszenie z CTD jest naprawdę mega i zaczynam łapać się na tym, że momentami w ogóle tyłka z kanapy nie podoszę, tylko płynę...
Wszystko pasuje mi idealnie- wielkość ramy (warto było mierzyć się!), średnica kół, skok zawiechy dodaje odwagi i wiele wybacza na zjazdach i wertepach... Zakup jak najbardziej udany!
Pozycja bardziej turystyczna teraz, niż wcześniej racingowa na Scott'cie, więc odczuwam. Głównie barki i ręce (o wiele szersza kiera). Ale jeszcze trochę pokręcę i w wszystko się unormuje.
A, no i pierwsza gleba na Canyon'ie była :) Na prostym, na lodzie, jak amator :)
Ogólnie czuć różnicę w średniej prędkości, która zdecydowanie spadła- szerokie gumy, tylny amortyzator (który nawet na "Climb" trochę buja) i pozycja robią swoje.
No, ale szukałem roweru do enduro i all moutain, a nie rasowego, wyżyłowanego ściganta :)
Wracając zamieniliśmy się na trochę z Robertem rowerami. On ujeżdża KTM'a na kołach 29".
Siedzi się normalnie, nie czuć różnicy. Ale widać ją w efektywności jazdy- nie ma co się oszukiwać, jest po prostu szybszy. Na jego oponach (2,0"), to wystarczy raz depnąć i już czuć (i widać) różnicę.
Tylko rama trochę buja. Może taki jej charakter, może chodzi o ustawienie dampera.
No i "z boku" mnie to się nie podoba.
Pomimo "przewagi" tłentynajnerom mówię "nie". I już :)
Do pierwszego startu niespełna miesiąc, czas się rozkręcić, bo czuję brak km w nogach.
- DST 13.29km
- Teren 6.00km
- Czas 01:02
- VAVG 12.86km/h
- VMAX 27.20km/h
- Kalorie 124kcal
- Aktywność Jazda na rowerze
...
Poniedziałek, 25 marca 2013 · dodano: 25.03.2013 | Komentarze 0
Pokrążyłem po wałach i w okolicy Mostów Warszawskich... Ustawiałem SAG i ogólnie dostrajałem telepatory pod siebie. Wydaje mi się, że doszedłem do tego o co mi chodziło, ale dopiero wyjazd w górki to zweryfikuje :)- DST 56.12km
- Teren 26.00km
- Czas 03:40
- VAVG 15.31km/h
- VMAX 30.00km/h
- Kalorie 607kcal
- Sprzęt [R.I.P] Canyon Nerve AL+
- Aktywność Jazda na rowerze
Bajkał.
Niedziela, 24 marca 2013 · dodano: 24.03.2013 | Komentarze 2
Bajkał na spontanie. Rzuciłem hasło na Rowersów, odpowiedział Robert i godzinę później spotkaliśmy się przy "ślimaku" na Armii Krajowej.Ruszyliśmy przez Wilczą i Las Rakowiecki, Międzyrzecką i do Wyspy Opatowickiej.
Chwilę poszukaliśmy miejsca do zatankowania na Bartoszowicach i wałami uderzyliśmy w stronę Łan(ów?). Szczerze powiedziawszy spodziewałem się bardziej błota niż śniegu, ale dało radę przejechać. Minęliśmy most w Łanach i dalej wałem, już w dużo lepszych warunkach. Końcówka nad samo jezioro już z wiatrem w plecy, więc szybki przejazd przez błotko i dziury i moglismy uraczyć się mikroelementami w złotym płynie.
Następnie wałem w stronę Gajkowa, przejazd przez most i do głównej drogi na Czernicę. Tam przeprawka mostem kolejowym i dojazd do Kotowic.
W tych Kotowicach w lecie wszystko inaczej wyglądało, więc- nie ryzykując- pognaliśmy główną na Groblice. Potem krajową 94 prosto do Wrocka, z obowiązkowym czekpointem na Orlenie w Siechnicy, na uzupełnienie mikroelementów... w złotym płynie ;)
Rozjechaliśmy się w miejscu startu, więc wyszła sympatyczna pętelka.
Zarówno pod kołami, jak i w powietrzu dało się wyczuć, że wiosna walczy z zimą :)
Wniosek jest jeden- trzeba ją rozjeździć! :)
Rowerek spisał się świetnie. Aż nie mogę się doczekać, aż zacznie ekspolować górskie szlaki. W tygodniu chciałem uderzyć na Ślężę, ale rozmowa z przygodnie spotkanymi rowerzystami, którzy byli tam w sobotę, skutecznie mnie zniechęciła. No, ale kto wie co mi do łba strzeli w tygodniu ;)
- DST 9.71km
- Czas 00:40
- VAVG 14.57km/h
- VMAX 25.80km/h
- Kalorie 96kcal
- Sprzęt [R.I.P] Canyon Nerve AL+
- Aktywność Jazda na rowerze
...
Piątek, 22 marca 2013 · dodano: 23.03.2013 | Komentarze 0
- DST 28.81km
- Teren 15.00km
- Czas 02:16
- VAVG 12.71km/h
- VMAX 32.60km/h
- Kalorie 264kcal
- Sprzęt [R.I.P] Canyon Nerve AL+
- Aktywność Jazda na rowerze
Kanion.
Czwartek, 21 marca 2013 · dodano: 21.03.2013 | Komentarze 0
Po niespełna tygodniu od zamówienia w końcu jest :)Miał przyjść jutro, a pojawił się dziś- w ramach niespodziewanki z okazyji kalendarzowego pierwszego dnia wiosny.
Niespodziewanka niespodziewanie śliczna, w przeciwieństwie do pogody.
No, ale nie można mieć wszystkiego od razu ;)
Z pudełka wyciągnałem prawie zestaw D.I.Y., ale dość szybko ogarnąłem całość.
Mniej, niż piętnaście minut i rower stał złożony.
Zapał taki, że może było by i krócej, ale obowiązkowo musiałem zdjąć pedalski plastik między kasetą a szprychami, a jak na złość nie mogłem znaleźć bacika.
Wrażenia z jazdy- coś niesamowitego. Jedno jest pewne- na HT wsiądę, jak faktycznie będę musiał. :)
- DST 4.56km
- Czas 00:19
- VAVG 14.40km/h
- VMAX 26.50km/h
- Kalorie 46kcal
- Sprzęt [R.I.P.] Scott Aspect 20
- Aktywność Jazda na rowerze
To miejsce to arka straconego czasu...
Czwartek, 14 marca 2013 · dodano: 14.03.2013 | Komentarze 3
Dystans zawrotny ;)W zasadzie tylko taki "dojazdowy", żeby nie tracić czasu i nerwów na MPK.
Finalizacja sprzedaży mieszkania. Ale już tak totalnie. Koniec i kropka.
Z całej sytuacji w głowie najbardziej utkwiło mi moje (oczywiście spóźnione) wpadnięcie do biura. I miny nowych lokatorów i tych wszystkch krawaciarzy i białych kołnierzyków, gdy zobaczyli spoconego ziomka w kasku (oj, za ciepło się ubrałem...), całego mokrego i brudnego od topniejącego na ulicach śniegu, którego pierwsze słowa brzmiały: "sorry, nie mogłem wyciągnąć kluczyków do roweru"...
Z pośpiechu zapomniałem o rękawiczkach, a jednak trochę targało i paluchy mi zamarzły :)
Nie mniej jednak, jak wchodzić, to z drzwiami i na pełnej kurwie :)
Parę podpisów i powrót ze (sporą...) gotówką w plecaku. I duszą na ramieniu.
Potem z duszą na ramieniu i sercem w gardle stałem przy wpłatomacie na Kuźniczej. Tylko ja mogłem wpaść na to, żeby wpłacać pieniądze w maszynie, która jednorazowo przyjmuje tylko sto papierków.
W środku kolejki były za duże, a mi na czasie zależało...
... żeby napić się piwa.
Kiedyś to miejsce nazywało się Highlander, miało stylowe beczki, dywan, zajebisty bar i jeszcze lepszych barmanów. I tam, pięć lat temu, poszedłem na piwo po kupnie mieszkania.
Dziś to nazywa się Pijalnia. Sieciówka, w której za grosze można kupić szczyny i do tego zjeść psa zmielonego z budą i łańcuchem.
Jednak sentyment do miejsca pozostał i tam wypiłem dziś piwo po sprzedaży mieszkania.
I tak sącząc sobie to piwo przypomniało mi się nagle, że w mieszkaniu zostawiłem deskę sedesową. Ale taką przezroczystą z wtopionym drutem kolczastym, pinezkami i żyletkami.
Kurwa, a taka zajebista była :/
Rower zamówiony. Niebawem ma przyjść rachunek do zapłaty i od tego czasu przesyłka startuje.
Może zdąży przed wypadem w Dolinę Baryczy.
W ogóle, to wiosna idzie i pojawiają się coraz to fajniejsze opcje wypadów :)
Będzie gdzie testować! :)
























