Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Ciacho1985 z miasteczka Jordanów Śląski / Wrocław. Mam przejechane 47167.64 kilometrów w tym 6908.79 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.62 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl
button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 26.10km
  • Teren 5.00km
  • Czas 01:17
  • VAVG 20.34km/h
  • VMAX 35.70km/h
  • Kalorie 412kcal
  • Sprzęt [R.I.P.] Scott Aspect 20
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Wtorek, 25 września 2012 · dodano: 25.09.2012 | Komentarze 0



  • DST 27.28km
  • Czas 01:23
  • VAVG 19.72km/h
  • VMAX 42.10km/h
  • Kalorie 434kcal
  • Sprzęt [R.I.P.] Scott Aspect 20
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Poniedziałek, 24 września 2012 · dodano: 24.09.2012 | Komentarze 0



  • DST 66.91km
  • Teren 3.00km
  • Czas 03:47
  • VAVG 17.69km/h
  • VMAX 34.50km/h
  • Kalorie 780kcal
  • Sprzęt [R.I.P.] Scott Aspect 20
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wojnowice z Kasią.

Niedziela, 23 września 2012 · dodano: 23.09.2012 | Komentarze 1

Przez rozbudowę Maślic, te wszystkie zjazdy, wjazdy i objazdy trochę pobłądziliśmy (w sensie, że ja ;)) i nadłożyliśmy niecałe 10km, ale w końcu udało się znaleźć w Wojnowicach :)
Tym samym pierwsze +50 Kasi na Specu :)

A wracając, na Kosmonautów, bylismy świadkami zderzenia się dwóch samochodów. Jeden wyjeżdżał z podoprządkowanej i wymusił, a drugi w niego walnął... Prędkość niby nie duża, ale auta w zasadzie do kasacji.
Co najciekawsze- szybko powstał korek, więc ludzi było dookoła dużo, a tylko my, jeszcze jedna para na rowerach i jeden (!) kierowca poszliśmy z pomocą.
Dwóch chłopaków z auta jadącego Kosmonautów wyszło o własnych siłach, ale kierowca był dość poturbowany (prawdopodobnie przez zapięte pasy- ciągle trzymał się za mostek i brzuch). Z tego, w który uderzono, od strony pasażera wyszła kobieta, której nic się nie stało, ale auto było tak zmasakrowane z przodu, że kierowca nie mógł wyjść, bo drzwi były zakleszczone.
Staraliśmy się mu pomóc przez drzwi, ale nieciekawie to wyglądało.
Dopiero po przyjeździe straży pożarnej- oni przejeli całą akcję ratowniczą.

Naszło mnie kilka myśli po tym wszystkim...

Dużo osób w autach w korku było, a wyszedł tylko jeden kierowca, reszta kombinowała jak ominąć zator i jechać dalej... Widać kierowca kierowcy wilkiem. Nie rozumiem takiej znieczulicy.
Trochę tym km w nogach mam, różne rzeczy się w życiu widziało, ale nawet na najbardziej zaciętym maratonie jest tak, że rowerzysta pomoże, gdy widzi awarię, usterkę, wypadek czy coś... Sam często będąc poza miastem pomagam choćby dętką, gdy widzę, że ktoś prowadzi rower...
Druga sprawa, to służby ratownicze.
Pierwsza na miejscu pojawiła się straż pożarna, dwa wozy (po niespełna 5min). Ogarnęli wszystko- pomoc poszkodowanym, zaczęli rozcinać drzwi, żeby wyjąć kierowcę, nawet próbowali kierować ruchem. Szacun wielki, bo (mimo sytuacji) wyglądało to zjawiskowo i mega profesjonalnie.
Druga była policja. Jeden radiowóz, który przyjechał chyba spod stadionu (blisko 10min, a jakieś 800m w linii prostej...). Przejęli organizację ruchu i czekali na ziomków z drogówki, którzy przybyli po blisko 15.min. Szło im wszystko nieporadnie, ale nie ma co się dziwić- prewencja. Oni pod stadion przyjechali rozdzielać kiboli, a nie pomagać w wypadkach.
Po 20min (!!!!!!!) pojawiło się pogotowie. Jeden ambulans z lekarzem, ratownikiem i kierowcą do minimum trójki poszkodowanych... Zajęli się w pierwszej kolejności gościem w aucie, olewając dwóch skecających się z bólu ludzi leżących na trawie.

Wracając obok stadionu, gdzie akurat był mecz Śląska- na parkingu i w najbliższej okolicy- naliczyłem siedem (siedem!!!) karetek, którym dojazd na miejsce zająłby jakieś 3 minuty. Plus 30 sekund na dopalenie papierosów pod stadionem.

Wniosek dla mnie jest taki, że- stety i niestety- przydał się kurs pierwszej pomocy. No i to, że się odważyłem tam podejść i coś zrobić, a nie patrzeć bezczynnie, albo pojechać dalej... Kasia początkowo stała z rowerami, ale też się przełamała i zajeła się kolesiami na trawie...
A, no i niech ktoś jeszcze raz głupio na mnie popatrzy, że nawet po mieście w plecaku wożę apteczkę...


  • DST 16.39km
  • Czas 01:06
  • VAVG 14.90km/h
  • VMAX 31.60km/h
  • Kalorie 181kcal
  • Sprzęt [R.I.P.] Scott Aspect 20
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Sobota, 22 września 2012 · dodano: 22.09.2012 | Komentarze 0



  • DST 15.22km
  • Teren 0.50km
  • Czas 00:50
  • VAVG 18.26km/h
  • VMAX 33.10km/h
  • Kalorie 207kcal
  • Sprzęt [R.I.P.] Scott Aspect 20
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Piątek, 21 września 2012 · dodano: 22.09.2012 | Komentarze 0



  • DST 12.97km
  • Czas 00:46
  • VAVG 16.92km/h
  • VMAX 25.80km/h
  • Kalorie 150kcal
  • Sprzęt [R.I.P.] Scott Aspect 20
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Wtorek, 18 września 2012 · dodano: 18.09.2012 | Komentarze 0



  • DST 31.29km
  • Teren 17.14km
  • Czas 01:36
  • VAVG 19.56km/h
  • VMAX 44.90km/h
  • Kalorie 462kcal
  • Sprzęt [R.I.P.] Scott Aspect 20
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Poniedziałek, 17 września 2012 · dodano: 17.09.2012 | Komentarze 0



  • DST 25.44km
  • Teren 15.50km
  • Czas 01:40
  • VAVG 15.26km/h
  • VMAX 36.50km/h
  • Kalorie 279kcal
  • Sprzęt [R.I.P.] Scott Aspect 20
  • Aktywność Jazda na rowerze

SPECjalne wały.

Niedziela, 16 września 2012 · dodano: 16.09.2012 | Komentarze 1

Przed urodzinowa przejażdżka po wałach. Ja na skocinie, Kasik na Specu :)
Nie myliłem się- odkrywa rower na nowo.
I tu cytat: "Jej... on się tak szybko rozpędza i trzyma tą prędkość, a jak trzeba, to od razu mogę wyhamować; nie to co ten miejski..."
:D


  • DST 101.82km
  • Teren 25.00km
  • Czas 05:47
  • VAVG 17.61km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Kalorie 1492kcal
  • Sprzęt [R.I.P.] Scott Aspect 20
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ślęża

Sobota, 15 września 2012 · dodano: 16.09.2012 | Komentarze 0

Bardzo fajna wycieczka, więc chwilę jej poświęcę.

Zaczęło się od tego, że Marek (vel Małpa), koleś z pedałówki (Jezu, kiedy to było...) poprosił o doradzenie w tym, jaki rower kupić. Miał być full, dobry do zjazdów, ale też skonfigurowany tak, żeby dobrze się podjeżdżało. Wynaleźliśmy Treka Fuela, używkę, który ostatecznie poszedł na lekko ponad 5000zł. Dobra cena.
Potem padła propozycja, żeby pojechać gdzieś na jeden dzień. Bez zastanowienia padło na pobliską Ślężę. Bo blisko, bo są zjazdy i podjazdy; jest też asfalt i teren.

Spotkaliśmy się więc na Rondzie o 9:30 i ruszyliśmy. W Tyńcu dołączył do nas Olek. W Sobótce w Sobotelu (bodajże) zatrzymaliśmy się na poranną kawę, a niektórzy (a raczej niektóry ;)) na poranne piwo- wszak po tak silnym bocznym wietrze trzeba było uzupełnić mikroelementy ;)
Początkowo mięliśmy wspinać się asfaltem przez Sulistrowiczki do Przełęczy Tąpadła, ale Olek podsunął genialny pomysł, że przecież można pojechać tam czarnym naokoło góry.
Teren fajny, trochę lekkich podazdów, trochę zjazdów (jeden zbyt szybki, bo potem z Małpą musieliśmy wracać z kilometr pod górę ;)), końcowy odcinek z podjazdem wśród coraz to większych kamieni i wyjazd na asfalt. Niecały km podjazu i Przełęcz Tąpadła zdobyta.
Tam chłopaki chcieli zrobić sobie krótki postój na popas, który okazał się rzucaniem oczu (nie oka ;)) na rowerzystki oddane studiowaniu mapy ;)
Koniec posiłkowania się i start żółtym pod górę. Olek odpuścił po kilkudziesięciu metrach i prowadzi, Małpa uparcie za mną. Nagle mówi, że przy drogowskazie odpoczynek; czuję, że mam jeszcze sporo mocy, więc mówię, że jadę dalej. Droga robi się ciut bardziej stroma, a i kamienie coraz to bardziej się spod kół obsuwają, więc zjeżdżam "w las" i dalej pod górę. Mniej więcej w połowie chwila odpoczynku. Czekam, aż mi okulary odparują, a przy okazji na chłopaków. Siedzę tak i czekam, ale ich ni widu ni słychu, więc dalej solo pod górę. W międzyczasie jedno zejście z roweru i chwila pchania, ponieważ drogę podjazdu (bokiem szlaku) źle obrałem i trochę się zamotałem pośród drzew.
Reszta podjazdu w pełnym skupieniu, patrząc pod koła zza zaparowanych okularów, przy akompaniamencie kropli potu spadających na kamienie (te piwka u podnóża...) i zachwycie i niedowierzaniu pieszych ("tak ciężko się idzie, a pan na rowerze..."; "przecież to się nie da...") wjechałem na szczyt. Koleny raz, ale ten był jakiś taki inny. Chyba przez pogodę- wcześniejsze deszcze sprawiły, że kamienie i korzenie były śliskie, do tego kropiło, co dało się odczuć zwłaszcza mając niebo bez drzew na niektórych odcinkach.

Potwornie spocony na szczycie zdjąłem mokrą bluzę i koszulkę, założyłem softshella i czekałem na resztę ekipy, która po ok. 10 min też przywitała szczyt.
Małpa na górze powiedział mi dwie "prawdy". Pierwsza z nich głosi, że ten podazd wcale nie jest taki prosty, jak się zdaje (fakt, nie można go olać, bo lubi być wymagający), a druga, to "jeśli, Ciacho, zrobiłeś go na raz, to jesteś gorzej pojebany, niż myślałem" (?! :D).

Na szczycie chwila odpoczynku, herbatka i zapiekanka w Domu Turysty (już nie schronisku...) i zajazd...

Postanowiliśmy zjeżdżać czerwonym szlakiem ze szczytu do Sulistrowiczek. Parę tygodni wcześniej robiłem go pieszo i wydawał się przejezdny w większym stopniu, jednak (mokra i głazowa) rzeczywistość okazała się inna- nawet Małpa na fullu niekiedy miał problem w kluczeniu między skałami.
Potem szkak się nieco uspokoił, więc było gdzie nabrać prędkości, czasem udało się nawet zeskoczyć z kamienia czy korzenia. Potem krótki, ale mocno (mocno!) techniczny singieltrack i miescami znów zsiadanie i sprowadzanie.
Pod koniec zjazdu szybki (bardzo szybki!) szuter i końcowy asfalt do Sulistrowiczek.

Tam zwiedziliśmy jeszcze kościółek, zabytkowy park, Żródło Życia. Objechaliśmy zalew w Sulitrowicach i zjazd asfaltem do Sobótki.
I znów w Sobotelu (ach ta kelnerka ;)) kawka i żurek i powrót do Wrocka.
Początkowo dobrym tempem, a między Gniechowicami a Małuszowem dzowni Małpa, że to koniec, bo mu... kolano siadło. Powiedziałem tylko Olkowi, żeby jechał do domu, a ja sam na niego poczekam.
Doczłapał się.
I znów ten sam powód- zła pozycja. Lekko poprawiliśmy, dwa doustne Ketonale ( po50mg) i jakoś do Wrocławia dopedałowaliśmy.
Blsiko 6h jazdy na trasie, którą sam pokonuję w trochę ponad 3. Ale fajnie, że w końcu z kimś, bo to zawsze weselej. :)
Olek sprawdził się na trasie, Małpa sprawdził rower, a ja sprawdziłem cierpliwość kolanową :) Trzeciej nie będzie ;) Od teraz będę pytał o pozycję itp. przed wyjazdem ;)
Kategoria Góry, Rowersi


  • DST 11.59km
  • Czas 00:51
  • VAVG 13.64km/h
  • VMAX 38.90km/h
  • Kalorie 152kcal
  • Sprzęt [R.I.P.] Scott Aspect 20
  • Aktywność Jazda na rowerze

...

Piątek, 14 września 2012 · dodano: 14.09.2012 | Komentarze 0



Flag Counter